W świecie, gdzie wszystko da się załatwić online, a AI pisze za nas posty, listy motywacyjne i (nie daj Boże) podziękowania po spotkaniu – czy networking naprawdę jeszcze coś znaczy?
Mam wrażenie, że wiele „spotkań networkingowych” to dzisiaj… maskarada zmęczonych ludzi w za ciasnych garniturach, którzy szukają inspiracji w wizytówkach i kawie z termosu.
Po co to wszystko, skoro i tak decyzje zapadają poza salą konferencyjną – często na WhatsAppie, przez LinkedIna albo po godzinach między znajomymi z poprzedniego projektu?
💡 Czy nie lepiej zainwestować 2 godziny w wartościową pracę – albo po prostu odpoczynek – niż spędzać je na luźnej gadce z kimś, kto i tak nie pamięta naszego imienia?
A mimo to…
…coś w tym networkingu wciąż działa.
Ale tylko jeśli przestaniesz udawać, że musisz się wszystkim podobać.
Jeśli zamiast rozdawać wizytówki – zadajesz pytania i słuchasz naprawdę.
Jeśli nie szukasz klientów, ale ludzi, z którymi chcesz coś sensownego zrobić.
➡️ Networking nie działa wtedy, gdy jest strategią sprzedażową.
Działa, gdy jest strategią relacyjną.
Nie idziesz po leady – idziesz po ludzi.
I tak, można się przejechać. Ale czasem trafiasz na osobę, z którą za rok robisz projekt życia.
I to właśnie dla tych 2% momentów – warto dalej próbować.